Podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji prezesa spółki e-tachograf. Po trzech latach budowania projektu, w który włożyłem ogromną część swojego czasu, wiedzy i osobistego zaangażowania, chcę opowiedzieć, skąd ta decyzja się wzięła. Ostatnia TransLogistica pomogła mi uporządkować myśli, które towarzyszyły mi już wcześniej. Wracam z niej z wdzięcznością za spotkania, z pomysłami i z przekonaniem, że dalszą pracę ze środowiskiem chcę prowadzić w innej formule.
Niełatwo napisać taki tekst. Szczególnie wtedy, gdy przez długi czas własne nazwisko, codzienną pracę i plany tak mocno wiąże się z jednym przedsięwzięciem. W pewnym momencie przestaje się liczyć godziny poświęcone na rozmowy, tworzenie materiałów, rozwijanie strony, odpowiadanie na pytania czy szukanie rozwiązań. Zostaje poczucie, że to wszystko ma sens, bo komuś pomaga. Dzisiaj nadal w ten sens wierzę. Muszę jednak uczciwie przyznać, że moje wyobrażenie o dalszym rozwoju projektu i sposób, w jaki chcę współpracować z ludźmi, potrzebują więcej niezależności.
Zaczęło się od warsztatu
Od ponad dwudziestu lat pracuję przy tachografach i prowadzę własną działalność. Jestem technikiem. Znam tę branżę od strony urządzenia, które trzeba sprawdzić, samochodu, który musi wyjechać, i człowieka, który oczekuje konkretnej odpowiedzi. Przez lata właśnie tak wyglądał mój zawodowy świat. Codzienna praca, odpowiedzialność za wykonane czynności, rozwiązywanie problemów i zdobywanie doświadczenia, którego nie da się zastąpić samym przeczytaniem instrukcji.
Dopiero wyjście poza własny warsztat pokazało mi, jak rozległy jest świat zbudowany wokół tachografu. Producenci, dystrybutorzy, firmy technologiczne, biura rozliczeniowe, szkoleniowcy, prawnicy, przewoźnicy i kierowcy. Każdy patrzy na to samo urządzenie z innej strony. Każdy ma swoje potrzeby, odpowiedzialność i interesy. Zobaczyłem też, jak często te środowiska rozmawiają osobno, chociaż rozwiązują różne części tego samego problemu.
Właśnie z tej obserwacji wyrósł pomysł na e-tachograf. Chciałem stworzyć miejsce, w którym wiedza będzie łatwiej dostępna, a znalezienie człowieka, który naprawdę potrafi pomóc, nie będzie wymagało przypadkowych telefonów i szukania po omacku. Widziałem w tym przestrzeń dla warsztatów, techników i ekspertów. Z czasem coraz mocniej przekonywałem się, że powinno znaleźć się w niej miejsce również dla innych specjalistów związanych z transportem.
Chciałem, żebyśmy wiedzieli więcej i byli bliżej siebie
Rozwój e-tachograf przypadł na czas intensywnych zmian. Nowe generacje tachografów, kolejne obowiązki, pytania o pakiet mobilności, aktualizacje urządzeń i codzienne problemy z ich obsługą. W warsztatach trzeba było przekładać te zmiany na praktykę. Ktoś musiał wytłumaczyć klientowi, co dotyczy jego pojazdu, co należy zrobić i dlaczego. Sam dobrze wiedziałem, jak trudno jest jednocześnie wykonywać swoją pracę i nadążać za wszystkim, co dzieje się dookoła.
Dlatego tak dużo energii poświęciłem na informacje, artykuły, filmy i komunikację w mediach społecznościowych. Zależało mi, żeby e-tachograf stawał się punktem, do którego można wrócić z pytaniem. Żeby technik znalazł tam przydatny materiał, kierowca lepiej zrozumiał komunikat na wyświetlaczu, a przewoźnik wiedział, gdzie szukać wsparcia. Nie wszystko od razu wychodziło tak, jak chciałem. Część rzeczy poprawiałem w biegu, części uczyłem się dopiero przy ich tworzeniu.
Z czasem wokół projektu zaczęły pojawiać się rozmowy i relacje, których nie da się sprowadzić do statystyk odwiedzin. Ktoś podzielił się doświadczeniem, ktoś zwrócił uwagę na błąd, ktoś pomógł rozwiązać nietypowy przypadek. Z takiej wymiany rodziło się poczucie, że można zrobić razem więcej. Stąd również potrzeba spotkań, wydarzeń i inicjatyw takich jak Tacho Camp. Chciałem, żebyśmy mieli okazję poznać się osobiście, porozmawiać i zobaczyć, że za nazwą warsztatu czy firmy stoi człowiek, z którym można znaleźć wspólny język.
Tachograf łączy znacznie więcej zawodów
Kolejnym krokiem miało być szersze otwarcie na osoby, które zawodowo zajmują się rozliczaniem czasu pracy kierowców, pomocą prawną, odwołaniami, audytami i analizą danych. Także na twórców oprogramowania i narzędzi wspierających codzienną pracę. Dla mnie było to naturalne rozwinięcie wcześniejszej idei. Warsztat wykonuje swoją część pracy, ale sprawy związane z tachografem często toczą się dalej, już poza jego bramą.
Chciałem, żeby człowiek trafiający do tej przestrzeni mógł znaleźć specjalistę odpowiedniego do swojego problemu. Żeby było miejsce na różne doświadczenia, rozwiązania i sposoby pracy. W moim rozumieniu partnerstwo oznaczało możliwość współpracy z wieloma podmiotami, przy jasnych zasadach i bez oczekiwania, że obecność jednego zamknie drogę pozostałym. Zależało mi na tym, aby zaufanie do portalu wynikało również z takiej otwartości.
To właśnie tutaj coraz wyraźniej widziałem trudność pogodzenia wszystkich oczekiwań. Projekt budujący społeczność i spółka prowadząca działalność gospodarczą mogą się wzajemnie wspierać, ale potrzebują wspólnego rozumienia celu. Trzeba uzgodnić, komu służy platforma, jak dobiera partnerów, kto podejmuje decyzje i gdzie przebiega granica między informacją a interesem handlowym. Samo zaangażowanie i dobra wola nie zastąpią tych ustaleń.
TransLogistica pomogła mi nazwać to, co czułem wcześniej
Na TransLogistica pojechałem spotkać ludzi, zobaczyć rozwiązania i porozmawiać o tym, co nadchodzi. Było dużo dobrych rozmów, spontanicznych spotkań i zwykłej radości z zobaczenia osób, z którymi na co dzień kontaktujemy się przez telefon lub internet. Tak chcę pamiętać ten wyjazd. Zdjęcia i nagrania pokazują tę część branży, którą bardzo cenię: ludzi gotowych rozmawiać, dzielić się doświadczeniem i poświęcić sobie chwilę mimo targowego pośpiechu. Jednocześnie targi pozwalają zobaczyć skalę konkurencji. Każda firma zabiega o uwagę, pokazuje swoje przewagi i przekonuje, że warto wybrać właśnie ją. To zrozumiałe. Sam prowadzę działalność i wiem, że firma musi mieć klientów, przychody i środki na rozwój. Jednak patrząc na ten świat z perspektywy osoby budującej przestrzeń do współpracy, coraz mocniej odczuwałem napięcie między otwartością a potrzebą wyłączności.
Bywa, że branżowy rynek zaczyna przypominać dżunglę. W rozmowie coraz mniej miejsca zajmuje pytanie, co możemy wspólnie zrobić, a coraz więcej to, kto będzie miał przewagę, wpływ i kontrolę. Łatwo wtedy zacząć widzieć w każdym kolejnym specjaliście konkurenta. Mnie taki sposób myślenia oddala od celu, z którym zaczynałem. Trudno mi zapraszać ludzi do współpracy, jeśli miałbym jednocześnie patrzeć na ich obecność przede wszystkim jak na zagrożenie.
Nie przypisuję tego podejścia osobom spotkanym na targach. Wyjazd był dla mnie okazją do refleksji nad szerszym doświadczeniem ostatnich trzech lat. Pomógł nazwać rozbieżność, którą czułem już wcześniej: chciałem rozwijać miejsce otwarte na wiele środowisk, a coraz trudniej było mi pogodzić tę wizję z różnymi oczekiwaniami biznesowymi.
Zaangażowanie nie zastąpi zasad współpracy
Prowadzenie własnego warsztatu nauczyło mnie odpowiedzialności i samodzielności. Budowanie spółki oraz przedsięwzięcia angażującego wiele osób okazało się jednak innym zadaniem. Potrzebne są podział odpowiedzialności, sposób rozwiązywania sporów, ustalone granice i wspólna odpowiedź na pytanie, dokąd zmierzamy. Widzę dziś, że nie wszystko potrafiłem odpowiednio wcześnie uporządkować.
Mam skłonność do brania na siebie zbyt wielu rzeczy. Jeśli widzę potrzebę stworzenia strony, narzędzia, filmu albo wydarzenia, szybko zaczynam myśleć, jak to zrobić. Trudniej przychodzi mi zatrzymanie się i sprawdzenie, czy na dłuższą metę będę miał na to czas, wsparcie i siłę. Przez te lata mocno połączyłem własną osobę z projektem. Moja twarz, głos i nazwisko stały się częścią jego codziennej komunikacji. To daje możliwości, ale oznacza też osobistą odpowiedzialność za oczekiwania, które się buduje.
Nie chcę przedstawiać siebie jako człowieka, który wszystko zrobił dobrze. Mam swoje słabości, popełniam błędy, czasem jestem niecierpliwy, czasem chcę zrobić zbyt wiele naraz. Wiele spraw pewnie mogłem poprowadzić lepiej. Ten tekst jest również przyznaniem, że pełne poświęcenie nie rozwiązuje każdego problemu. Można bardzo mocno wierzyć w przedsięwzięcie, a mimo to dojść do momentu, w którym dalsze pełnienie tej samej roli przestaje być właściwą decyzją.
Dlaczego rezygnuję z funkcji prezesa
Podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji prezesa spółki e-tachograf, ponieważ chcę dalej pracować w warunkach, w których potrafię brać odpowiedzialność za kierunek działań i sposób współpracy. Gdy wizje rozwoju zaczynają się rozchodzić, a kolejne decyzje wymagają kompromisów dotyczących samego celu przedsięwzięcia, trzeba uczciwie ocenić swoją rolę. Doszedłem do wniosku, że powinienem ją zmienić.
To trudna decyzja. W tym projekcie jest wiele mojego czasu, pracy i emocji. Są też wysiłek innych osób, wspólnie wykonane zadania i doświadczenia, za które jestem wdzięczny. Rozbieżność zdań nie przekreśla tego, co udało się stworzyć. Nie chcę również publicznie rozstrzygać wszystkich wewnętrznych spraw. Mogę natomiast jasno powiedzieć, dlaczego sam wybieram inną drogę i na czym chcę skupić się dalej.
Platforma wymaga dalszej pracy i zmian. Decyzje o kierunku jej rozwoju pozostawiam wspólnikom, z uwzględnieniem współpracy z partnerami biznesowymi. Moja decyzja dotyczy funkcji, którą pełnię, oraz formy mojego dalszego zaangażowania. Wciąż zależy mi na tym, żeby praca wykonana przez ostatnie lata przynosiła pożytek osobom, które zaufały projektowi.
Technologia daje możliwości. Potrzebujemy jeszcze dobrego kierunku
W tle tych wszystkich doświadczeń bardzo szybko zmienia się technologia. Sztuczna inteligencja, osobiści agenci i aplikacje tworzone pod konkretne potrzeby otwierają możliwości, które chcę dalej poznawać i wykorzystywać. Jako technik i osoba zajmująca się tworzeniem narzędzi widzę wiele codziennych czynności, które można usprawnić. Czasem wystarczy dobrze rozwiązać niewielki problem, żeby oszczędzić komuś dużo czasu.
Jednym z projektów, nad którymi pracowałem osobiście wraz z jednym z partnerów, jest TeleMapika. To dla mnie ważny przykład łączenia doświadczenia branżowego z tworzeniem oprogramowania. TeleMapika jest w całości własnością spółki. Wymaga dalszego rozwoju i modyfikacji, a decyzje dotyczące jej przyszłości pozostają po stronie spółki. Wspominam o niej, ponieważ praca nad takimi rozwiązaniami była istotną częścią mojego zaangażowania.
Możliwość szybszego tworzenia aplikacji nie zwalnia nas jednak z myślenia o ich jakości. W naszej branży dane i sposób ich interpretacji mają konkretne konsekwencje dla ludzi. Dlatego obok technologii nadal potrzebujemy praktyki, sprawdzania wyników i odpowiedzialności za to, co przekazujemy użytkownikowi. Łatwo zachwycić się tym, ile można zbudować. Trudniej odpowiedzieć, kto będzie to utrzymywał, rozwijał i weryfikował w codziennym użyciu.
Widzę tu również lekcję dla siebie. Nie muszę osobiście tworzyć wszystkiego, co przychodzi mi do głowy. Chcę lepiej dobierać zadania i współpracować z ludźmi, którzy w swoich dziedzinach wiedzą więcej ode mnie. Rozwój narzędzi powinien pomagać nam lepiej pracować, a nie powodować, że bierzemy na siebie coraz więcej obowiązków bez końca.
Dalej chcę pracować ze środowiskiem
W tworzącym się STWT widzę przestrzeń do kontynuowania pracy na rzecz warsztatów i techników. Chcę wspierać inicjatywę, w której wspólnie podnosimy kompetencje, dzielimy się doświadczeniem i tworzymy przydatne narzędzia. Takie stowarzyszenie potrzebuje ludzi gotowych wziąć odpowiedzialność za konkretne zadania. Zależy mi na tym, żeby jego rozwój opierał się na pracy wielu osób.
Chcę, żebyśmy rozmawiali o szkoleniach, po których zostaje wiedza możliwa do wykorzystania przy stanowisku pracy. O dostępie do materiałów, konsultowaniu trudnych przypadków i wymianie doświadczeń między warsztatami. O kompetencjach wykraczających poza obsługę konkretnego modelu tachografu, bo nasza praca coraz częściej łączy urządzenia, oprogramowanie, dane i komunikację z klientem. Tu naprawdę jest wiele do zrobienia.
Chcę też kontynuować spotkania i wydarzenia. Doświadczenie Tacho Camp pokazało mi, jak dużą wartość ma możliwość spędzenia czasu razem i rozmowy poza codziennym pośpiechem. Nie każde spotkanie musi być dużym przedsięwzięciem. Czasem najbardziej potrzebne są warsztaty, konkretne szkolenie albo kilka godzin wymiany doświadczeń. Będziemy zapraszać kolejne osoby, które chcą współtworzyć takie działania i dzielić się swoją wiedzą.
Warsztat tachografów może sięgać dalej
Z targów przywiozłem również kilka tematów, którym chcę przyjrzeć się bliżej. Szczególnie moją uwagę przykuły Jaltest Telematics oraz możliwość poszerzania kompetencji techników warsztatów tachografów o diagnostykę komputerową pojazdów. W tym kontekście zainteresowała mnie działalność Truck Experts, związana z komputerami i testerami diagnostycznymi oraz szkoleniami. Dla mnie to punkt wyjścia do pytania, czego jeszcze możemy się nauczyć i jak wykorzystać nasze doświadczenie w szerszej pracy z pojazdem.
Na co dzień mamy kontakt z elektroniką, sygnałami i danymi. Rozwinięcie tej wiedzy o diagnostykę innych układów wydaje mi się kierunkiem wartym uwagi. Oczywiście sam zakup komputera diagnostycznego nie daje jeszcze kompetencji. Potrzebne są szkolenia, praktyka i umiejętność rozumienia wyników. Właśnie ten aspekt interesuje mnie najbardziej: jak stworzyć technikom warunki do nauki, która później przyda się przy stanowisku pracy.
Widzę tu potencjał do rozmów o partnerstwie i wymianie wiedzy. Na razie jest zainteresowanie i chęć lepszego poznania możliwości. Do rozmów będziemy wracać, a dopiero ich przebieg pokaże, czy znajdziemy przestrzeń do wspólnych działań. Tak chciałbym podchodzić do kolejnych relacji: najpierw poznać ludzi, zrozumieć ich sposób pracy i sprawdzić, gdzie nasze cele się spotykają.
Warto spojrzeć na pojazd z kilku stron
Wśród targowych spotkań było również to związane z Cartrack. Telematyka i zarządzanie flotą to kolejny obszar, któremu chcę przyglądać się z perspektywy technika. Interesuje mnie, jak wiedza warsztatowa może uzupełniać spojrzenie osób pracujących na co dzień z danymi o użytkowaniu pojazdów. Takie spotkania pozwalają wyjść poza własny zakres obowiązków i zobaczyć, jakie pytania pojawiają się po drugiej stronie.
Również tutaj jesteśmy na etapie poznawania się i możliwości dalszego kontaktu. Nie ma jeszcze konkretnych ustaleń ani rozpoczętych wspólnych działań. Jest natomiast ciekawość, którą warto zachować. Właśnie za to cenię wyjazdy takie jak TransLogistica: czasem jedna rozmowa zostawia pytanie, do którego chce się później wrócić i spokojnie poszukać odpowiedzi.
Jeden temat zostawiam na później
Jest jeszczeTekson Fleet Solution i temat, który szczególnie mocno mnie interesuje: Tekson 3D Tacho Mobile. Temu chcę poświęcić osobny artykuł. Mam kilka pytań i własną techniczną ciekawość, która nie pozwala mi odłożyć tego na bok.
Na razie zostawię tutaj tylko tę nazwę. Do 3D Tacho Mobile wrócę w kolejnym materiale. Warto ją zapamiętać.
Zostaję w kontakcie
Nadal prowadzę warsztat i pozostaję technikiem. Chcę dalej przekazywać doświadczenie, rozwijać narzędzia i angażować się w przedsięwzięcia, których cel rozumiem i za które mogę odpowiadać. Więcej miejsca chcę poświęcić osobistym konsultacjom, bezpośredniej pracy z ludźmi i niezależnym inicjatywom rozwijanym wraz ze środowiskiem.
Dziękuję wszystkim, którzy przez te trzy lata współpracowali ze mną, dzielili się wiedzą, pomagali, zadawali pytania i mieli cierpliwość do moich kolejnych pomysłów. Dziękuję także za uwagi i krytykę, kiedy czegoś nie dopilnowałem lub patrzyłem na sprawę zbyt wąsko. Wiele się dzięki Wam nauczyłem. Za portalem, materiałami i wydarzeniami stoją relacje, które mają dla mnie znaczenie także poza konkretną funkcją czy projektem.
Z TransLogistica wróciłem z poczuciem, że nadal chcę być częścią tej branży i jej rozwoju. Jednocześnie lepiej rozumiem własne granice oraz to, w jaki sposób chcę dalej pracować. Dwadzieścia lat w warsztacie dało mi doświadczenie techniczne. Ostatnie trzy lata nauczyły mnie wiele o współpracy, biznesie i odpowiedzialności za własne nazwisko. Teraz chcę z tej wiedzy skorzystać.
Kiedy wychodziłem z warsztatu z pomysłem na e-tachograf, chciałem połączyć ludzi. Nadal chcę to robić. Dziś świadomie wybieram inną formę tej pracy.